| powrót do strony głównej | historia | Drelów | Pratulin | protokół | zeznania | pawluk | unia |
|
parafia | męczennicy pratulińscy || Polubicze | Krzyczew | Zabłocie | echa wydarzeń w świecie |


Wypadki w Zabłociu

Dnia 28 graudnia w Zabłociu kobiety wykradły cerkiewne klucze, aby nie dopuścić do świątyni popa. Fakt ten jednakże nie przeszkodził świadszcześnikowi. Cerkiew otworzono innymi kluczami i odprawił nabożeństwo. Dn. 5 stycznia licznie zebrane w świątyni kobiety udały się na plebanię żądając od świaszczennika wydania "papieskich kluczy, które jakoby przy budowie świątyni papież przysyła do każdej cerkwi". Przepędzone odeszły z niczym, a za obrazę duchownego zostały przez gubernatora ukarane kontrybucją. Rankiem 10 stycznia przed mieszkaniem cerkiewnego stróża zebrało się ponad 200 osób z zamiarem odebrania od niego kluczy od swiątyni. Plan sie nie powiódł, ponieważ stróż poszedł do urzędu gminnego. Wierni udali się pod cerkiew, otoczyli ją, aby uniemożliwić świaszczennikowi, wikariuszowi bialskiej cerkwi, Andrzejowi Szljakiewiczowi, sprawowanie liturgii. Do Zabłocia, na czele sotni kozaków przybył naczelnik bialskiego powiatu - Awksentij Jakowlewicz Aleszko. Uderzono na alarm w dzwon, zbiegli się wierni, nawet z innych parafii i jak twierdzą Rosjanie, uzbrojeni w kołki odepchnęli kozaków łącząc się z obrońcami. Wedle szacunku władz tłum liczył ponad 2 tys. osób, a więc tyle co wierni parafii Zabłocie licząc dzieci, starców i chorych. Dowódca soyni, o czym świadczy treść telegramu do władz wojskowych, uznał swe siły za szczupłe, by bez użycia broni palnej opanować sytuację. Zarówno Gromeka, jak i jego przełożeni przypomnieli mu, że wedle prawa wojennego obowiązek przywrócenia porządku spoczywa bezpośrednio na nim, zaś wybór środków zależy od niego. Tak więc zarówno władze wojskowe, jak i gubernator uchylił się od wydania rozkazu o otwarciu ognia. Telegram Gromeki otrzymał essauł rankiem 14 stycznia i natychmiast zadepeszował do naczelnika wojskowego ponawiając prośbę o zezwolenie na użycie broni. W odpowiedzi dano mu znać by oczekiwał przybycia piechoty i oddał się pod rozkazy zdążającego z nim do Zabłocia oficera sztabowego.

16 stycznia o drugiej po południu przybyły do Zabłocia trzy roty piątego Grenadierskiego Kijowskiego pułku. Ludzie widząc nadciągające wojsko rzucili się do ucieczki. Przy świątyni zostało zaledwie 200 osób. Dowodzący oddziałem ppłk Gulenko i naczelnik powiatu wezwali stojacych do rozejścia się. Ci, jak świadczą źródła rosyjskie, wołali: "rżnijcie nas wszystkich, lecz my się nie rozejdziemy i nie opuścimy cerkwi". Ppłk ponownie zwrócił się z tym samym apelem. Gdy ani jedna osoba nie opuściła przycerkiewnego cmentarza, nakazał kozakom rozp`edzi`c tłum nahajkami. Większość obrońców uległa rozproszeniu, a tylko nieliczni usiłowali odpierać atak kołkami, lecz nie mając sił na przeciwstawienie się wojsku, także uciekli. Urzędowe źródła rosyjskie pomijają milczeniem dalsze losy wiernych z Zabłocia. Natomiast pratulinianie opowiadali o okrucieństwach i okropnych rzeczach, jakich dopuszczali się tam rosjanie. Ok. 15 unitów miało otrzymać ciężkie rany. Grozę pomnażały także wieści o gwałtach dokonywanych w Polubiczach, a przede wszystkim o masakrze w Drelowie k/Międzyrzeca.

W oparciu o książkę: "Martyrologia Unitów Podlaskich w świetle najnowszych badań naukowych" - rozdział: " Likwidacja Unii na Podlasiu " - dr. Tadeusza Krawczaka - Siedlce 1996


| powrót do strony głównej | historia | Drelów | Pratulin | protokół | zeznania | pawluk | unia |
|
parafia | męczennicy pratulińscy || Polubicze | Krzyczew | Zabłocie | echa wydarzeń w świecie |